Interpretacja klasyka ma sens


Danuta Grechuta w rozmowie z Jakubem Baranem, marzec 2011

Jakub Baran: 9 października 2011 roku minie piąta rocznica odejścia Marka Grechuty. Pani życie jest jednak nieustająco bardzo mocno związane z osobą pani męża. Najlepiej chyba świadczy o tym festiwal, którego patronem jest Marek Grechuta.

Danuta Grechuta: Uderza pan w sedno. Jeżeli coś naprawdę ważnego działo się w moim życiu od 2006 roku, to było to związane z zabieganiem o festiwal. Marek wciąż jest obecny w moim życiu poprzez to co nam zostawił. Do tego dochodzą reakcje publiczności, która cały czas potrzebuje twórczości Marka Grechuty. Dlatego musiałam zebrać siły do działania, a moje życie kręci się głównie wokół Grechuta Festival.

JB: Bycie kreatorką festiwalu oznacza także ciągłe przypominanie sobie osoby dla pani szczególnie wyjątkowej. To chyba trudne przeżycie, gdy kogoś nie ma, a cały czas z nim niejako się obcuje. Dlatego pytam panią, czy zajmowanie się festiwalem wynika z konieczności, czy jednak pani chce to robić? Czy może uważa pani, że tak się powinno czynić?

DG: To taki konglomerat wszystkich tych emocji, bo rzeczywiście nie jest to łatwe ciągle tym żyć, kiedy wciąż słyszę chociażby piosenki Marka. Jednak już pierwsze obchody – zorganizowane trochę w pośpiechu, trochę z przymusu - uświadomiły mi, że jeżeli ja się tym nie zajmę, to będzie to robić cała Polska. Już wtedy dochodziły mnie zewsząd echa, że ludzie chcą uczcić rocznicę odejścia Marka. Z czasem, gdy coroczne obchody – w formie festiwalu – zaczęły się rozwijać, nabierać barw, zobaczyłam jak wiele radości to ludziom daje i jak chętnie krajanie w tym uczestniczą. Tegoroczny festiwal będzie miał siedem dni, a każdy rok upewnia mnie, że to właściwa droga.

JB: Mówiła pani, że gdyby pani osobiście nie zrobiła obchodów, to cała Polska by się tym zajęła. To źle, że rodacy chcą uczcić pamięć wielkiego Polaka? Uważa pani, że tylko pani zrobi to jak należy?

DG: Oczywiście, że nie. Zresztą wiem, że pamięć Marka jest czczona w różnych miejscach Polski, odbywa się wiele imprez wspominających męża, czy wykorzystujących Jego twórczość. Po prostu nie chciałam, żeby to się zamieniło w pospolite ruszenie. Momentami zaś nabierało to już cech kultu, z odcieniem o którym Marek na pewno by nie marzył, a i mnie się taki rodzaj czczenia nie podoba. To była - można nawet rzec – histeria. Nie chciałam aby odbywały się festiwale – pomniki.

Poza tym piosenki z repertuaru Marka Grechuty są trudne wykonawczo. Ludzie zaś - nie mówię, że ze złej woli - nie zawsze uświadamiają sobie, że jednak nie każdy może śpiewać te utwory. Marek wszedł w krajowy „krwiobieg” – nieomal wszyscy Go lubią, ale też wielu wykonuje. Niestety nie każdy powinien to robić, bo interpretować piosenki Marka winni ludzie utalentowani. A już na pewno tylko takie osoby mogą prezentować się publicznie.

Dokonania męża są odbierane jako coś wyjątkowego i oryginalnego. Myślę, że słusznie: Marek z wielką uwagą wybierał teksty do piosenek, gdyż nie tylko sam je pisał, ale korzystał także z bogactwa naszej narodowej poezji. Miał odwagę wykonywać liryki największych polskich poetów, a jednocześnie Jego utwory przeniknęły – cytując klasyka – „pod strzechy”. Dlatego do piosenek męża trzeba podejść z pietyzmem. Jak już mówiłam, nie może się to zamienić w pospolite ruszenie.

Trzeba bowiem sobie uświadomić, że piękna i nowatorska interpretacja utworu klasyka jest równocześnie hołdem złożonym temuż artyście. Wystarczy wspomnieć niesamowitą interpretację „With a Little Help From My Friends” Joe Cocker'a, który – jak twierdzi wielu – przyćmił tym wykonaniem autorów tej piosenki, czyli genialnych The Beatles!

JB: Pozwolę sobie teraz wrócić do Grechuta Festival, który co roku się rozrasta. Każdy jego element jest ważny, ale chyba tym najważniejszym jest Konkurs na interpretację piosenek z repertuaru Marka Grechuty. W konkursie prezentuje się na ogół młodzież artystyczna. Czy to ma sens?

DG: Oczywiście, że ma to sens. Duże zainteresowanie piosenkami Marka winno przynosić jakiś efekt pozytywny. Winny one służyć jako wzorzec dla młodych po to, by kontynuowali ten nurt piosenki zwanej poezją śpiewaną, która obecnie - mam wrażenie - zaczyna zanikać. To piosenka literacka, gdzie tekst musi być bardzo przemyślany, a muzyka powinna odzwierciedlać nastrój wiersza. Sądzę, że teraz nie przywiązuje się do tego wagi. W rezultacie ludzie narzekają, że nie ma czego słuchać.

JB: Uważa pani, że jak młodzież zanuci sobie klasyka albo Go zinterpretuje, to potem młodzież ta zasypie nas swą autorską frazą i muzyką na najwyższym poziomie?

DG: Myślę, że tak. Samo obcowanie z piękną twórczością powoduje zawsze jakieś skutki. Konkurs ma stwarzać możliwość znalezienia talentów. Jeżeli młody artysta zostanie doceniony w interpretacji klasyka, to na pewno kolejnym krokiem będzie własna kreacja, własna twórczość.

Powiem więcej – noszę się z zamiarem, aby konkurs ewoluował w ten sposób, by w przyszłości młodzi artyści prezentowali - powiedzmy – jedną piosenkę Marka Grechuty i jedną własną. Laureaci dotychczasowych konkursów pokazali naprawdę niebanalne talenty, słuchało się ich z dużą satysfakcją. Bywało, że młodzi z wielką dojrzałością podchodzili do interpretacji, często wnosząc coś nowego.

JB: Pani Danuto, nie jest chyba łatwo organizować taki kilkudniowy festiwal?

DG: Muszę powiedzieć, że zeszłoroczny festiwal odbył się dzięki zaangażowaniu Fundacji Bielecki Art, która zajęła się jego przygotowaniem od strony organizacyjnej. Szczególną rolę odegrało wsparcie merytoryczne i finansowe pana Janusza Bieleckiego – mecenasa kultury i sztuki. Dzięki Fundacji i jej założycielowi uda się podtrzymać idee festiwalu także w bieżącym roku. Mam nadzieję, że również ta edycja odniesie sukces.

JB: Zważywszy zaś na patrona Grechuta Festival wydawałoby się, że pomoc finansowa ze strony miasta powinna być oczywista.

DG: Wszyscy tak o tym mówią - że jest to wartość dla Krakowa, że jest to wizytówka miasta. Jeżeli chodzi o słowa, to pada ich bardzo dużo. Wszyscy bardzo cenią Marka Grechutę i festiwal Jego imienia. W momencie przechodzenia do czynów wygląda to jednak bardzo różnie.

JB: Tegoroczny festiwal będzie miał intrygującą nowość.

DG: Na scenie pojawi się Orkiestra Beethovenowska oraz zespół Anawa, czyli będziemy uczestnikami swoistego dialogu muzycznego. Zapowiada się najbardziej rozbudowany muzycznie koncert w historii Grechuta Festival. Więcej na razie nie zdradzę, ale sądzę, że będzie to spore przeżycie duchowe. Dodam, że ten koncert zobaczy także publiczność w Sali Kongresowej. Tu pozwolę sobie na wątek mocno osobisty - wizyta w Warszawie jest jak najbardziej naturalna, gdyż Warszawa zawsze życzliwie przyjmowała Marka. Najlepszym dowodem na te słowa jest fakt, iż pierwszy występ kabaretu Anawa poza Krakowem miał miejsce właśnie w stolicy. Recitale w Warszawie były niezmiennie ogromnie oklaskiwane przez elegancką stołeczną publiczność. Dlatego Marek z przyjemnością tam występował.

JB: Grechuta Festival 2011 jest wielce różnorodny, między innymi odbędzie się II Krakowska Gala Kabaretowa. Albowiem przypomnijmy, że Marek Grechuta zaczynał jako kabareciarz, członek krakowskiego Kabaretu Anawa.

DG: Marek uwielbiał kabaret i był mocno w nim zakorzeniony. Pamiętam jak bardzo przeżywał tamte spektakle. Bił brawa kolegom, którzy wykonywali skecze. Występy kabaretowe bardzo Go cieszyły. A te liczne wydarzenia festiwalowe najpełniej wskazują, w jak wielu miejscach Marek był zakorzeniony: malował, pisał teksty, komponował muzykę, zaś z wykształcenia był architektem. Wydaje się, że wszystko to wpływało na kształt Jego piosenek i muzyki.

9 października 2015, o godz. 20:00
rozpoczął się
Grechuta Festival Kraków 2015